Koalicjanci tracą cierpliwość w obliczu afery. Tego żądają od premiera
Wokół Warszawskiego Szpitala Południowego wybuchła wielka afera – wszystko zaczęło się od ujawnienia zarobków młodego lekarza – Dawida Kacprzyka, byłego kierownika szpitalnego oddziału ratunkowego – który w 2025 roku zarobił blisko 1,6 mln zł (był zatrudniony w kilku placówkach medycznych). Następnie portal Zero ustalił, że w WSP działała oddzielna poczekalnia SOR dla polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy byli przyjmowani na badania poza kolejką.
Wczoraj (we wtorek – 23 czerwca) sygnalista – były ordynator oddziału chirurgii w WSP- zarzucił placówce i lek. Kacprzykowi, iż gdy ten był szefem SOR-u, mieli tam rzekomo „ginąć ludzie”. Dzień później odpowiedział na zarzuty dr. Emila Jędrzejewskiego, zapewniając, że są one „nieprawdziwe, bezpodstawne i noszą cechy zniesławienia”.
Sygnalista nie odpowiedział dzisiaj na pytania warszawskiej prokuratury – przesłuchanie dr. Jędrzejewskiego odbędzie się w poniedziałek (29 czerwca). Stało się tak, ponieważ w spotkaniu nie mógł uczestniczyć jego pełnomocnik. Gdy zostało to podane do publicznej wiadomości przez śledczych, głos (na X) zabrał Donald Tusk, stwierdzając, iż wiarygodność byłego ordynatora „wydaje się być wątpliwa”. Zapowiedział, że „ze względu na wagę zarzutów, instytucje do tego powołane sprawdzać będą wszystko – do najdrobniejszego szczegółu”. „Odpowiedzialni za ewentualne nadużycia, zaniedbania lub pomówienia nie pozostaną bezkarni” – zapewnił.
Sobierańska-Grenda straci stanowisko? Tego koalicjanci mają chcieć od Tuska
Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że w Koalicji 15 Października wrze. Anonimowi politycy ujawnili, że za kulisami przedstawiciele rządu domagają się odwołania Jolanty Sobierańskiej-Grendy.
–Marcin Kierwiński [minister spraw wewnętrznych i administracji – przyp. red.] jest za silny, by kierownik go zdymisjonował. Ale minister zdrowia stała się memem, ona jest w pierwszej kolejności do dymisji – stwierdził w rozmowie z portalem jeden z członków Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Kolejna osoba – tym razem poseł Nowej Lewicy – użyła mocniejszych słów. – Jeśli premiera nie zawiódł instynkt, to powinien ją politycznie zabić. Bo albo będzie szybkie cięcie, pewnie połączone z reformą, albo będziemy się w tej sprawie taplać do przyszłorocznych wyborów – wyraził obawę.